Zakładki:
Piękne szablony, tutaj:
Substytut. Zdarza się i tak.
|
wtorek, 16 września 2008
pobieram nauki
ostatnie dni i tygodnie przyniosły masę rozczarowań i tyle samo nauki, bo staram się korzystać z wszystkiego co mnie spotyka. wcześniej nie miałam za wiele do czynienia z innymi, teraz się to zmieniło i sama nie wiem co gorsze. brak kontaktów i wspólnych spraw upraszcza nieco życie, tak sądzę. chyba za dobrze chciałam w pewnej kwestii i zostałam dosłownie odrzucona przez bandę gówniarzy wprawdzie, ale zawsze. traktuję to jako osobistą porażkę, bo oczywiście biorę sobie do serca zbyt wiele. inna grupa, o podobnej do mnie pasji z kolei nie przypadła mi do gustu, końcem końców dalej poszukuję bratnich dusz, coś czuję, że zajmie mi to jeszcze duuużo czasu. oczywiście po drodze zaczęłam myśleć, że to ze mną jest problem. na to wskazują wszelkie zajścia i wnioski, tak chcą żeby było inni. zostawiam to sobie do przemyślenia na długie i zimne wieczory, brrr właśnie dwa dni temu było tu jeszcze lato, ej no...
niedziela, 03 sierpnia 2008
kwaśna
nie radzę sobie z samotnością... nie ogarniam tego co mnie otacza na spokojnie, tak jak byłoby wskazane. motam się, gubię, szybko się zapalam i jeszcze szybciej gasnę. bolą sprawy, które powinny śmieszyć, a najlepiej obejść mnie bokiem. dziś jakiś człowiek niemiły, kiedy robiłam zdjęcia kościoła w mojej dzielnicy optymistycznie sobie pomyślał, że i jemu chcę zrobić i głośno wyraził swój sprzeciw, serio nie wiem na jakiej podstawie mógł sądzić, że chciałabym mieć go na zdjęciu, ale dobra, nic nie odpowiedziałam. słońce mnie trochę raziło. a on do mnie, co mam taką kwaśną minę i ja nic. i stwierdził, że ja taka kwaśna to już z łożyska wyszłam... niektórym się wydaje, ze takie rzeczy można sobie tak o mówić... a tak nie wolno, bo to przykre jest.
niedziela, 13 lipca 2008
pisemny powrót?
hmm, zasiadam do pisania drugi dzień pod rząd, czyżbym wracała do formy? bo powinnam, i do tej pisanej i do tej fotograficznej... forma fotograficzna jest podła. właściwie jako fotograf czuję się skończona. nie lubię tego co robię, nie widzę tego i nie czuję, nic a nic. wiem doskonale, że jest to u mnie związane z obecnością kogoś kto mnie motywuje i lubi po prostu. to pewne upośledzenie, ale wiem to. przetestowałam. a takiego kogoś od dawna nie ma. w dodatku ten, który tak pięknie to robił, potem to podeptał, ze mną włącznie. i stąd takie spadki. ale mozolnie, jak ślimak pod górkę walczę z moimi słabościami. widzę minimalne postępy. w moim postrzeganiu siebie i tego co dookoła. i jak zwykle okazuje się, że i tamten był mi do czegoś potrzebny. trochę mną potrząsnął, pokazał tyle. teraz dopiero widzę ludzi, wcześniej ich sobie wymyślałam, dla własnych potrzeb.
sobota, 12 lipca 2008
opowiadanie na czas remontu
jeszcze mi brakuje słów tak jak kiedyś, wtedy pisanie mi szło lepiej. ale napisać muszę, tylko wnioski będą pewnie banalne. zdarzyło mi się coś z półki rzeczy niemożliwych. dawno, dawno temu bardzo kogoś kochałam, platonicznie tylko, ale bardzo. 4 lata spędzone w liceum wspominam źle, a właściwie to wcale. przez kogoś kogo nie poznałam, nie przekonałam się czy coś mogłoby się między nami wydarzyć. snucie się szkolnymi korytarzami z jego planem znanym na pamięć. i minęło 10 lat. na podwodnym festiwalu w starym poniemieckim browarze, po wymianie imion, zupełnie naturalnie odłączyliśmy się od reszty znajomych. czas nie wiadomo kiedy mijał, wszystko działo się tak, jakbyśmy oboje wiedzieli, że tak właśnie to ma się potoczyć. bez rozmowy o tym. tak po prostu. a potem już u niego jedyna myśl, jakie życie jest pokrętne, czy słowo niemożliwe w ogóle powinno istnieć?
poniedziałek, 07 lipca 2008
dwa latka
to niesamowite, ale jak spojrzałam w kalendarium to mi wyszło, że bazgrolę tu już okrągłe dwa latka, 100 lat, 100 lat!!!!!!!!!!! :) szykuję się muzycznie na gotyckie party w Bolkowie, słucham zespołów, które będą w tym roku, jada znajomi, będzie na zamczysku bal :) od tygodnia chodzę zabujana jak za młodych lat, zaczyna się choroba... szybko minie mam nadzieję, aż do następnego spotkania pewnie, najgorzej jest jak się kogoś pozna i trwa w niepewności, ehhh no przysięgam troski jak za małolata... a delikwent też nietypowy, młody, zupełnie nie z mojej bajki, ale utonęłam w jego oczach i jakoś tak nam się nagle nie po drodze do domu na tych rowerach zrobiło nie pisałam chyba o moich sukcesach naukowych :) skończyłam sesję w czerwcu, woow, zawsze wrzesień był moim utrapieniem, mało tego mam średnią 4,5, a to też mi się jeszcze nie zdażyło. egzamin, który naszykowany był tak, żeby go nie zdać zaliczyłam na db, prowadzący wpisując mi ocenę tak mnie zmierzył, że aż śmiać mi się chciało, coś w stylu, hmmm jak to? ocena db? to niemożliwe ;P
piątek, 04 lipca 2008
mgr O.
gry, gierki, pierwsze kłamstewko, poszło gładko... z Północy Pan, którego przestałam lubić, miał dziś obronę i się mu przed chwilą przypomniało, że miał kiedyś taką koleżankę jak ja i napisał, spytał czy na jakieś piwo ochota jest... jak gdyby nigdy nic, po miesiącu, dwóch, unikania znajomości. chyba nie ma z kim oblewać, bo nikogo innego naiwnego w tym mieście nie poznał na tych studiach. a może miał ochotę to uczcić ze mną. po prostu. w sumie nie ważne jaki miał powód. odpisałam, niezgodnie z prawdą, że już mam na dziś plany. za późno. jak już kiedyś pisałam - jak się zrażę do kogoś to poległ w moich oczach i nie wskrzesi go nic.
wtorek, 24 czerwca 2008
sesja, Rodos i epidemia
jestem w trakcie sesji, czek amnie egzamin masakra w niedzielę, test 60 pytań na 30 minut, brawo dla prowadzącego :) oprócz tego jako pilna studentka przetykam naukę, hahaha tak tak naukę, wypadami na koncerty i inne imprezy na powietrzu, udało się w końcu załatwić akredytacje na koncerty i mogę fotografowac do woli, bardzo się cieszę mama poleciała na zasłużony urlopik w ciepłe kraje wyspiarskie i obawiam się, że w domu zapanuje epidemia, w najlepszym wypadku utoniemy w brudzie i bałaganie, dwie postaci mieszkające ze mną dopiero teraz rozwinęły pełnię swoich możliwości bałaganiarskich, przy mamie się ukrywali :) oj
sobota, 14 czerwca 2008
Villa R.
byłam wczoraj wieczorem u Małej w pracy, podjechalam rowerem. pracuje w starym hotelu, jest kelnerką. właściwie sam hotel nie jest stary, ale willa w którym się znajduje jest poniemiecka i piękna. odrestaurowano ją zgodnie z historycznym wizerunkiem i o co było parę komentarzy również z nazwą po niemiecku na fasadzie. w środku jest miło, na podłodze zauważyłam poniemieckie kafle, bardzo prawdopodobne, że wyprodukowane przed wojną w pobliskiej fabryce ceramicznej. kurcze moja dzielnica jest boska :) ma taką historię, która widać na każdym kroku, a ja to tylko chłonę. jak powiedziała moja pani od stosunków polsko-niemieckich buduję swoją tożsamość, heh. lubię patrzeć na młodą kiedy pracuje, kiedyś przychodziłam do niej na stację benzynową, potem do restauracji a teraz do hotelu.
czwartek, 12 czerwca 2008
jestem okropna, całkiem niedawno pisałam, że nie wydaje mi się, zebym kogoś osobiście poznała, piszę jedno, robię drugie. pierwsze koty za płoty. już się znamy :) i osobiście do tego przyłożyłam łapkę. łobuziara ze mnie. D. odchodzi coraz dalej w niepamięć. i to mi się podoba :)
poniedziałek, 09 czerwca 2008
młoda jest świetna czasami, mówi, że z tych porażek jakie miałam ostatnio okazję poznać, to może się już tylko jakiś książę urodzić ;) uwielbiam jej poczucie humoru
|